Mała dziewczynka w kolorowym swetrze trzyma w ręku aparat i uśmiecha się ze zdjęcia drukowanego na starym, błyszczącym papierze, dobrze znanym pokoleniu lat 90 – to ja, Margo. I to moje najwcześniejsze wspomnienie fotograficzne.
Zdjęć z dzieciństwa nie mam wielu, bo zawsze wolałam być po drugiej stronie aparatu. Najpierw na wycieczkach rodzinnych i urodzinach koleżanek, potem była krótka przerwa na koty przy akademikach i architekturę, a w końcu fascynacja portretem i pierwsze zlecenia w klubach muzycznych.
Mój wrodzony ekstrawertyzm sprawił, że nie miałam problemów z poznawaniem nowych ludzi, zachęcaniem ich do zdjęć i rozmowami, dzięki którym oni szybko oswajali się z aparatem, a ja nabierałam doświadczenia.
I choć na początku była to czysta pasja, to wstąpienie do klubu filmowo-fotograficznego Politechniki Warszawskiej (gdzie nawet nie studiowałam, ale to temat na zupełnie inną historię… może na sesji wam opowiem? 😊) uświadomiło mi, że fotografia to mój sposób na życie.

